Dzieci ciszy i trzasku
1.
Urodziliśmy się w szumie telewizorów,
gdy noc była niebieskawa od kineskopu,
a ojcowie pili z obowiązku, nie z rozkoszy.
2.
Zamiast bajek — sygnał końca programu.
Zamiast snów — zapach pasty do podłóg
i matki śpiące w fartuchach jak w zbrojach.
3.
Pamiętam gumę Donald, która smakowała wolnością
przez trzy sekundy,
potem gorzkniała jak przyszłość.
4.
Szkoła pachniała kredą i przymusem,
a nauczycielki miały głos, którym można było
ostrzyć noże.
5.
Na przerwach graliśmy w kapsle —
mapa Polski rysowana kluczem po betonie,
granice zmieniały się szybciej niż nasza pewność.
6.
Ktoś pierwszy przyniósł Walkmana.
Wkładał słuchawki jak grzech,
żeby posłuchać świata z innej parafii.
7.
Ojczyzna była słowem w zeszycie,
napisanym długopisem, który przerywał,
jakby nie był pewien, czy warto.
8.
Na podwórkach rosły trawy po kolana
i psy bez imion. Uczyły nas hierarchii,
którą potem nazwano losem.
9.
Miłość miała smak oranżady z proszku,
klejącą słodycz i ból brzucha.
Każdy pocałunek był powtórką z odwagi.
10.
Wieczorami ojcowie zasypiali przy „Panoramie”,
z papierosem, który dogasał
wolniej niż kraj.
11.
A my — nieustannie szeptaliśmy
do przyszłości,
która już wtedy odwracała wzrok.
Pokolenie bez daty ważności
1.
Potem przyszły lata z plastiku i światła,
każdy chciał być kimś,
byle nie sobą.
2.
Sprzedawaliśmy dzieciństwo na giełdach komputerowych,
kupowaliśmy złudzenia
na raty.
3.
Wszystko pachniało nowością —
nawet samotność
miała metkę.
4.
Rodzice starzeli się w milczeniu,
którego nikt już nie potrafił
tłumaczyć.
5.
Zrozumieliśmy, że dorosłość
to rachunek za prąd
z podpisem Boga.
6.
Ciała stawały się magazynami zmęczenia,
dusze — dyskami
z błędem systemu.
7.
Miłość wracała w formie maili bez treści,
albo w głosie, który milknął
po „halo”.
8.
Zaczęliśmy czytać własne wiersze
jak obce listy znalezione w płaszczu —
zbyt szczere, by je zatrzymać, zbyt bolesne, by spalić.
9.
Los już nie krzyczał.
Tylko oddychał cicho za uchem, jak pies,
który wie, że to jego ostatnia zima.
10.
Świat się nie skończył.
Po prostu zmienił stację radiową.
My zostaliśmy na szumie między falami.
11.
Rocznik ’79 — dzieci ciszy,
które nauczyły się krzyczeć szeptem, by nikt nie usłyszał,
że jeszcze żyją.
Marcin Szyndrowski
Marcin Szyndrowski
Dodaj komentarz
Komentarze